SomeGuyReads

Pewien facet po trzydziestce o tym, co czyta i dlaczego. Czasem durnowato, czasem mądrze.Raz z humorem, innym razem melancholijnie. Po cichu lub z przytupem, W biegu i z namaszczeniem. Czyli o tym i o tamtym.

Nie lubię Indii

Biały tygrys - Aravind Adiga

Aravind Adiga, „Biały Tygrys”

 

Nigdy nie byłem miłośnikiem Indii – nie fascynuje mnie ich kultura, filozofia i religia nie sprawiają, że na nowo zastanawiam się nad swoim życiem, a filmy z Bollywood wywołują tylko zażenowanie. Także książki, zarówno te pisane przez Hindusów, jak i te opisujące Indie, nigdy nie potrafiły na dłużej przykuć mojej uwagi. Dlatego miałem sporo obaw, gdy wziąłem do rąk Białego Tygrysa. I jakże mocno się zaskoczyłem.

 

To książka o ludziach, którzy rodzą się, żyją i umierają jako służący. O ludziach pozbawionych wszelkich praw i szans na lepsze życie, wdzięcznych za spotykające ich kary i upokorzenia, w pełni zależnych od humorów swoich Panów. Tylko wybranych stać na zrobienie czegoś, co da im szansę wyrwać się z zaklętego kręgu poniżenia i beznadziei. Na gest buntu, dający złudne poczucie własnej wartości. Gest, który zawsze wiąże się z nieuchronną karą – wykluczeniem, szantażem, przemocą, śmiercią czy jeszcze większą nędzą.

 

Ale jest to też książka o dojrzewaniu i tęsknocie za czymś więcej. O byciu sobą. O pragnieniu zostania człowiekiem.

 

Wbrew moim obawom Białego Tygrysa czyta się świetnie. Autor nawet na chwilę nie pozwala odetchnąć od ciężkiego i parnego klimatu indyjskich ulic. Sama historia jest tyleż prosta, co wciągająca i wiarygodna. Krótko mówiąc jest to po prostu kawał na prawdę bardzo dobrej literatury. Cóż, Nagroda Bookera zobowiązuje..

 

Ale ja i tak nie lubię Indii. Mimo wszystko..